Sie 21

Nauka z Memrise

Zaczęłam uczyć się nowego języka, tak od podstaw. I przypomniałam sobie, jak to jest na początku trudno. Na szczęście uratował mnie Memrise i dobry plan.

Ostatnio zastanawiałam się, jak to było zacząć uczyć się pierwszego języka „obcego”. Niestety nie pamiętam, ponieważ z angielskim mam do czynienia już od zerówki. Potem były inne języki europejskie. Dopiero kiedy pod wpływem impulsu (do tej pory niewyjaśnionego) zapisałam się na rosyjski, zrozumiałam, co to znaczy nauka języka. A gruziński wskazał mi inny poziom języka obcego – i nowego alfabetu i nowych konstrukcji gramatycznych. Czas mija, a człowiek zapomina, jak to było na początku.

Kiedy stanęłam twarzą w twarz z kolejnym nowym, całkiem obcym językiem, nienależącym do żadnej rodziny, ambitnie podjęłam próbę samodzielnej nauki. Trwało to dwa tygodnie i się poddałam. Dlaczego, o tym napiszę więcej w kolejnym tekście. Znalazłam dobrą nauczycielkę. Czułam, że to będzie za mało. Postanowiłam dać drugą szansę Memrise. Tak na próbę.

Kilka słów o Memrise. To jedna z lepszych aplikacji/stron do nauki słów dostępnych obecnie w internecie. Kursy są w większości tworzone przez użytkowników, więc trzeba uważać na potencjalne błędy, ale za to jest duży wybór kursów i języków. Są też nasze, kaukaskie.

Jak to działa? Poznaje się nowe słowa lub wyrażenia, a następnie powtarza, robiąc różne ćwiczenia. Poza prostym dopasowywaniem słowa do jego odpowiednika w polskim/angielskim jest układanie słów z liter/sylab, zapisywanie ze słuchu itp. Jako że jest to aplikacja globalna, jest znacznie więcej kursów na angielski niż polski.

Pierwszy raz, kiedy korzystałam z tej aplikacji, już po 4-5 dniach chęci wyparowały, ponieważ…. nie było czasu, nie było efektów, „a to może jutro” – generalnie każde wytłumaczenie jest dobre. Też to pewnie znacie.

Tym razem postanowiłam się lepiej przygotować i zaplanować naukę. Po pierwsze ustawiłam sobie cel – 5 nowych słów dziennie, ale korzystam z aplikacji codziennie. Sama wielokrotnie pisałam, że lepiej mniej, a systematycznie, by się nie znudzić i nie zmęczyć (szewc bez butów chodzi? ). To, że dziś mam więcej czasu na naukę, nie oznacza, że jutro będę miała tyle samo na powtórki. A to drugie jest nawet ważniejsze.

Najpierw pomyślałam sobie: 5 słów to trochę mało, no co ty, dasz radę więcej, trzeba być ambitnym. Ale na szczęście szybko się opamiętałam. 🙂 Szczególnie, jak zaczęłam się zastanawiać: „Ok, codziennie, ale kiedy właściwie?”. Szybka analiza mojego standardowego dnia wykazała, że kiedy jadę rano do pracy mam ok. 20 min. dla siebie. Czasami słucham w tym czasie wykładów z coursera.org (którą też Wam przy okazji polecam). Dlaczego by nie wykorzystać części tego czasu na naukę nowego języka?

Ta logika doprowadziła mnie do trzeciego wniosku – muszę korzystać z aplikacji mobilnej. Jako że jestem ciekawska, postanowiłam jednak sprawdzić, która wersja mi się bardziej podoba – mobilna czy przez stronę. Wcześniej korzystałam tylko ze strony na komputerze. Na szczęście dla mnie mobilna okazała się bardziej intuicyjna w obsłudze, dlatego nawet w weekendy powtarzam słowa na smartfonie.

Został ostatni etap – wybrać kurs. Jeśli kiedykolwiek mieliście styczność z Memrise, wiecie, że są kursy lepsze i gorsze. Niektóre mają audio, niektóre nawet nie mają zapisów słów w oryginale, jedynie transliterację. Tych ostatnich oczywiście unikamy jak ognia. Jaki sens ma nauka języka, jeśli nie potraficie przeczytać liter 😉 Na początek wybrałam kurs na bazie podręcznika, z którego się uczę z nauczycielem, ale po kilku tygodniach dołożyłam 2 inne.

Obecnie mam w sumie 6 kursów, w każdym cel 5 słów dziennie. Nadal uczę się podczas porannej drogi do pracy. Czasami zdarza się, że nie uda mi się zmieścić w 20 minutach podróży. Szczególnie, jeśli jestem bardziej śpiąca tego dnia 😉 Co wtedy? Ustawiłam sobie hierarchię kursów, czyli przechodzę przez kursy w określonej kolejności. Mam wybrane 2 niezbędne, w których znam już najwięcej słów, trzeci i czwarty w zależności od nastroju i chęci oraz pozostałe dwa „jak się uda”. Najważniejsze to bez przymusu – w końcu robię to dla przyjemności. Ku mojemu zdziwieniu często daję radę w 15 minut.

Być może zastanawiasz się, po co aż 6? Szczęśliwie udało mi się znaleźć aż tyle kursów początkujących, które w ok. 40 proc. pokrywają się materiałem. Czyli powtarzam i dodatkowo poznaję nowe słowa. Niektóre mają audio, niektóre mają więcej czasowników. Grunt, by system świadomie dopasować do naszego czasu i sił.

Na Memrise jest kilkadziesiąt kursów gruzińskiego, ormiańskiego i azerskiego. Pojawił się też kurs oparty o Biliki, jeden z lepszych (i najbardziej popularnych) podręczników do gruzińskiego – mogę polecić zarówno książkę, jak i kurs na Memrise :).  Tym samym mamy w czym wybierać. Dla mnie Memrise ma jeszcze jedną zaletę – mogę skorzystać z gotowych kursów, ponieważ na własną produkcję fiszek nie mam czasu.

1 Comment

  1. […] nauką języka przez seriale, by Ci pokazać, że nauka to nie tylko książki, fiszki, powtarzanie słówek w apkach. Jak tylko przekroczymy poziom podstawowy (czyli po A2), warto w wolnych chwilach oglądać filmy, […]

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *