Paź 22

Nie takie dyktando straszne

W szkole nie lubiłam dyktand. Bardzo. Ale ostatnio poprosiłam moją nauczycielkę właśnie o zrobienie mi dyktanda. Odkryłam, że nie umiem zapisywać słów ze słuchu. I chyba zaprzyjaźnię się z nim na dłużej.

Nie wiem, jak Was, ale mnie dyktando strasznie stresuje. Przede wszystkim ta presja czasu – ktoś czyta tekst i czeka, aż wreszcie zapiszesz. I czeka, i czeka, sekundy lecą, a Ty się zastanawiasz, jaką literę teraz napisać. Nie daj, jeśli do tego piszesz w nowym alfabecie – ręka się tak szybko nie układa, litery wychodzą jeszcze bardziej koślawe niż normalnie. Czarna wizja? Tak wygląda mój wewnętrzny dramat, jak mam pisać dyktando w obcym języku.

I nie dlatego poprosiłam moją nauczycielkę o dyktando, ponieważ rozwija się we mnie masochizm. Odkryłam, że nie mam innego wyjścia. Zawsze powtarzam, że celem ćwiczeń pisania ze słuchu czy uzupełniania luk jest taki stres-test przeżycia w bardzo błahej sytuacji – rozmawiasz z kimś w obcym języku i nagle zaczyna Wam ktoś dyktować adres, pod którym macie się spotkać lub chcecie szybko zapisać coś, co usłyszeliście w radio. I w tym momencie stres, presja czasu i w głowie pusto, a ten ktoś czeka. Lub co gorsze, już poszedł i nam nie powtórzy.

W tym momencie z pomocą przybywa nasz wybawiciel – dyktando. Wrzucone tak od niechcenia co jakiś czas jako ćwiczenie podczas naszych zajęć językowych. Tylko jeśli macie szkolna traumę po dyktandach (czyli jesteście takim przypadkiem, jak ja), możecie zacząć (a bardziej zasugerować swojemu nauczycielowi) metodą drobnych kroczków. Nie chcemy przecież po pierwszym razie się zniechęcić lub tak zestresować, by każda kolejna próba tylko pogłębiała naszą dyktandową traumę.

O co poprosiłam moją nauczycielkę?

  • Najpierw powiedziałam, jaki odkryłam problem: w moim przypadku, kiedy słucham radia po koreańsku i nie rozumiem słowa, nie zawsze jestem w stanie je tak napisać, by znaleźć je w słowniku.
  • Potem powiedziałam, że moim głównym celem jest być w stanie ze słuchu zapisywać słowa i proponuję osiągnięcie tego w minimum dwóch krokach:
  • Zacznijmy od bardzo krótkich dyktand ze słowami, które znam. Będzie mi raźniej, przy okazji odkryję, które słowa nadal sprawiają mi problemy ortograficzne. Jak jakoś opanuję tę część, możemy pisać dłuższe teksty.
  • Kolejnym etapem będzie zapisywanie bardziej złożonych tekstów, ze słowami, których nie znam. Czyli jak usłyszę w radio lub w dramie (koreańskim serialu) jakieś słowo, to już sobie je znajdę sama.

Moja wspaniała nauczycielka dorzuciła jako wersję początkową dodatkowy element. Nie zaczęłyśmy od pisania całych tekstów, ale od uzupełniania po 1-2 słowa. Dzięki temu odkryłam dwie nowe rzeczy. Po pierwsze, jak się bardzo koncentruję na pisaniu, to moja głowa przetwarza dźwięki – słyszę słowa z luk i je uzupełniam – ale już nie przetwarza znaczenia tych dźwięków. Ot taki dodatkowy obszar do pracy znalazłam. Druga, mniej zaskakująca dla mnie – baaaardzo wolno piszę po koreańsku, jak się zestresuję. A jak już wiecie, stresuję się podczas dyktanda, a jeszcze bardziej jak faktycznie mi ktoś coś dyktuje. Jestem przekonana, że dzięki temu prostemu do przygotowania ćwiczeniu znajdę jeszcze wiele dziur w mojej edukacji językowej. Was też zachęcam do pobawienia się z dyktandem raz na jakiś czas.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *