Lut 11

Uczę się czytać

Oto krótka opowiastka o tym, jak uczę się czytać na głos w obcym języku. A czytać na głos nigdy nie lubiłam, ponieważ nigdy nie wychodziło mi przekładanie obrazów na dźwięki. Tylko, że czytać na głos umieć trzeba, czy się lubi, czy nie.

Wśród moich postanowień noworocznych, w sekcji, którą nazywam „plan naprawczy”, znalazł się cel: zacząć płynie czytać w języku, którego się aktualnie uczę. Nie lubię czytać na głos, przez wiele lat podczas poznawania kolejnych języków udawało mi się jakoś wymigiwać od tego przykrego zadania aż do teraz. Co się stało? Przez to, że mało czytam na głos (tylko jak moja nauczycielka mnie do tego zmusi) po ponad roku dukam jakbym dopiero zaczynała. Co oczywiście nie jest ani miłe, ani mobilizujące do dalszej nauki.

Jestem już po miesiącu prób i błędów mojego „planu naprawczego” i wiem, co działa, a co nie. A do tego zaczynam zauważać pozytywne efekty mojej pracy, choć do wyznaczonego poziomu jeszcze mi daleko. Uznałam więc, że to ten moment, by podzielić się z Wami moim nowym sposobem. A nuż macie ten sam problem lub zaczynacie naukę nowego języka i chcecie od razu uczyć się płynnie czytać. Szczególnie polecam to drugie, ja tak na pewno zrobię z nowym językiem.

Na początku postanowiłam zacząć ambitnie. Najpierw założyłam, że będę czytać codziennie tak trochę, aż się nie zmęczę. Jednak dość szybko okazało się, że po pierwsze jak wracam do domu bardzo zmęczona, to takie „poczytam trochę” jest ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę. Nawet nie mam chęci się zastanawiać, co i ile czasu mam czytać. Do tego, po kilku dniach straciłam rachubę, kiedy właściwie czytałam, a kiedy nie, a jeszcze przy braku widocznych efektów mój poziom demotywacji rósł w zastraszającym tempie.

Wtedy wdrożyłam Plan B: znalazłam aplikację do nauki, w której można wyznaczać cele, np. ile czasu i jakiego dnia chcesz na coś poświęcić. Wcześniej próbowałam takie rzeczy zapisywać sobie w notesie, ale udało mi się chyba dwa razy, potem zapominałam zaglądać do notesu (do tego też trzeba mieć wyrobiony nawyk niestety). Aplikacja jak dla mnie ma jeszcze jedną przewagę, mianowicie przypominajkę, która pojawia się na telefonie o wybranej godzinie. Metodą prób i błędów udało mi się ustalić, że czytam 4 dni w tygodniu po 5 minut. Jeśli w wybrany, stały dzień nie uda mi się, staram się nadrobić to w pozostałe 3, kiedy czytanie nie było zaplanowane.

Druga część wprowadzanej zmiany dotyczyła tego, co właściwie będę czytać. Wydaje się niby banalne, ale odkryłam, że czytanie na głos listy słówek nie przynosi mi zbytnich efektów. Oczywiście jakoś się utrwalają, ale brakuje mi w tym konstrukcji gramatycznych, odmienionych czasowników i dodania szczypty intonacji. Dlatego poszłam w dialogi i teksty z zajęć lub prac domowych. Przyjęłam zasadę, że czytam tylko te teksty, które już przerabiałam na zajęciach lub w ramach pracy domowej wyjaśniałam całe nieznane słownictwo. Czyli nie czytam niczego, czego mogłabym nie zrozumieć. Chodzi o to, by cała koncentracja szła w mówienie. I trzymam się tych 5 minut, nie przedłużam więcej niż o dodatkowe 2 minuty.

Być może teraz stwierdzasz: „5 minut 4 razy w tygodniu to szału nie ma, w tym tempie szybko się nie nauczy”. Dlaczego nie zajmuję się tym dłużej lub częściej? Żeby się nie zmęczyć i zakończyć zadanie z satysfakcją, ale bez znużenia. Dzięki temu następnym razem myślę sobie: „ostatnio nie było tak strasznie, to i teraz te 5 minut dam radę”. U mnie działa, jestem nawet zaskoczona jak bardzo, ale oczywiście nie twierdzę, że to jest jedyna, słuszna i najlepsza metoda.

Na koniec krótkie podsumowanie, co udało mi się już osiągnąć: Przede wszystkim, kiedy jestem bardzo zmęczona to i tak jestem w stanie coś przeczytać, wolno, ale jakoś idzie. Wcześniej się po prostu zacinałam i mój mózg nie chciał więcej przetwarzać. W stanach normalnego poziomu energii czytam już trochę płynniej i co dla mnie bardzo ważne, nie pożera mi to aż tyle sił witalnych. Dzięki temu, że czytam tylko teksty z minionych zajęć zauważyłam, że mniej czasu zajmuje mi nauczenie się nowych słówek z lekcji na lekcję. By być bardziej precyzyjną i oddać Wam bardziej moje realia nauki – nawet jak nie mam czasu nauczyć się nowych słówek lub przepisać ich do zeszytu, to i tak znacznie więcej pamiętam niż wcześniej. Trzymajcie kciuki, żebym na koniec roku czytała już płynnie!

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *